Jaki dysk do NAS? Dyski Seagate Ironwolf Pro 18 TB z certyfikatem firmy Asustor

Najważniejszym elementem każdego NAS-a są napędy, na których składowane są dane. Tylko jakie dyski wybrać? Firma Asustor stara się ułatwić to zadanie i poddaje nośniki rozmaitym testom. Pomyślnie przeszły je m.in. twardziele Seagate Ironwolf Pro 18 TB, uzyskując certyfikat producenta.

Lawinowo rosnąca ilość danych to wyzwanie, z którym zmagają się zarówno firmy, jak i osoby prywatne. Dyskom NAS stawiane są coraz wyższe wymagania względem ich pojemności i wydajności. Dlatego też firma Asustor nieustannie poddaje testom dostępne na rynku dyski twarde. Celem jest zapewnienie najlepszej możliwej kompatybilności z dyskami sieciowymi NAS, które oferuje. Ta zaś ma przekładać się na spokój ducha osób, które zdecydują się na zestaw z akredytacją daną przez specjalistów samego producenta.

Jednym z nośników, który otrzymał w ostatnim czasie certyfikat firmy Asustor jest Seagate ST18000NE000 Ironwolf Pro 18 TB. Jest to napęd w obudowie 3,5”, którego talerze wirują z prędkością 7200 obrotów na minutę. Dzięki technologii zapisu prostopadłego oferuje on pojemność 18 TB. Wykorzystujący interfejs SATA 6 Gbps model jest objęty pięcioletnią gwarancją producenta i trzyletnim planem odzyskiwania danych Rescue Data Recovery.

 

 

Na początek certyfikatem świadczącym o bezproblemowym działaniu objęto konfiguracje z dyskami NAS z serii Lockerstor 2, 4, 8 i 10 oraz Asustor AS4002T, AS4004T, AS5202T i AS5304T. Producent zapowiada jednak, że lista modeli, z którymi Seagate Ironwolf Pro 18 TB wzorowo współpracuje, powinna już wzbogacić się  o kolejne pozycje. Osoby, które wahają się, jaki dysk do NAS wybrać, mogą sprawdzić, czy wybrany model jest kompatybilny i otrzymał certyfikat firmy Asustor na specjalnej stronie.

IRIScan Desk 5 Pro – skaner jako narzędzie kształcenia na odległość

IRIScan Desk 5 Pro to adresowany do wymagających użytkowników skaner. W czasach nauki zdalnej może on jednak być nie tylko urządzeniem do cyfryzacji dokumentów, lecz także narzędziem przydatnym nauczycielom i wykładowcom.

Nauka zdalna rodzi szereg wyzwań nie tylko dla uczniów, ale i dla nauczycieli. Zmieniają się sposoby interakcji z uczniami, a także prezentacji przygotowanego materiału. Mimo upływu czasu wirtualne tablice nie robią furory, a bez pisania trudniej wiele rzeczy wyjaśnić. I tutaj rozwiązaniem problemu może być skaner IRIScan Desk 5 Pro.

 

Jedną z funkcji, którą oferuje, jest możliwość nagrywania i scalania obrazu z dwóch kamer – internetowej i tej zintegrowanej w skanerze. Dzięki temu nauczyciel może prezentować książki, pomoce naukowe czy wykorzystać kartkę jako tablicę. Takie rozwiązanie sprawia, że wytłumaczenie poruszanych zagadnień, na przykład na lekcji matematyki, powinno być zdecydowanie prostsze.

IRIScan Desk 5 Pro może więc pełnić rolę wizualizatora, pozwalając nauczycielowi na pisanie i niezwłoczne wyświetlanie treści na ekranie, ułatwiając i uatrakcyjniając jednocześnie proces edukacji. Jest to także urządzenie, którym można realizować offline’owe kursy czy przygotowywać materiały na kolejne lekcje lub jako pomoce dla uczniów, którzy potrzebują powtórki już po zajęciach.

 

Skaner IRIScan Desk 5 Pro jest dostępny w ofertach polskich sklepów, a jego zakup to koszt około 1500 złotych.

 

Zobacz wideo jak działa to urządzenie.

 

 

Dane techniczne:

 

IRIScan™ Desk 5 Pro

 

  • sensor: CMOS o rozdzielczości 12 Mpix, zmienna ogniskowa (autofocus)
  • maks. rozdzielczość skanowania:: 4032 x 3024 pikseli
  • maks. rozmiar dokumentu: A3 (420 x 290 mm / poziomo)
  • szybkość skanowania: 2 sekundy/strona w trybie kolorowym, do 30 str./min.
  • rozdzielczość nagrywanego wideo: 1280 X 1024 (SXGA) lub 640 x 480 (VGA)
  • wbudowane lampy LED:  4
  • rozdzielczość wyjściowa: 300 dpi
  • tryby skanowania: kolor, czarno biały, skala szarości
  • Interfejs: USB 2.0
  • zasilanie: z portu USB
  • formaty wyjściowe:
    • Dokumenty: JPG, PDF, Word, TXT, Excel
    • e-book: ePub,
    • wideo : AVI, MP4, FLV, WMV
  • wymiary:
    • złożony: 375 x 85 x 75 mm
    • rozłożony: 375 x 85 x 270 mm
  • waga: 800 g
  • zalecana liczba skanowanych stron: do 500/dzień

Szybkość i wytrzymałość – przewody USB 3.2 Gen 1 z metalowymi koszulkami

Niemiecka firma Delock wprowadza do oferty “pancerne” kable USB. Mają one oferować wysoką wytrzymałość, jednocześnie zachowując elastyczność.

W ofercie Delock debiutują dwa rodzaje przewodów – USB typu A do USB typu A oraz USB typu A do USB typu B. Tym, co je łączy i jednocześnie wyróżnia, są metalowe koszulki. Mają one zapewnić odporność na czynniki zewnętrzne. Producent obiecuje jednak, że mimo wzmocnionego oplotu w dalszym ciągu są one elastyczne.

Niezależnie od wybranego wariantu, średnica przewodu wynosi około 5,5 milimetra. Wewnątrz znajdują się linia zasilania zbudowana z kabli 24 AWG oraz linia danych, gdzie kable mają 28 AWG. Przewody są zgodne ze standardem USB 3.2 Gen 1 i mają umożliwiać transfery z prędkością do 5 Gbps (SuperSpeed).

Zainteresowani zakupem będą mieli do wyboru warianty o długości pół metra, metra i dwóch metrów. Ich ceny będą wahać się od około 46 zł za najkrótsze wersje do około 90 zł za najdłuższe. Modele z wtyczkami USB-A – USB-A są już dostępne w Polsce, zaś USB-A do USB-B powinny się pojawić w najbliższym czasie.

 

Dostępne modele:

Delock wprowadza kable SATA dla pasjonatów moddingu

PC może nie tylko działać, ale i wyglądać. Wiedzą o tym doskonale komputerowi moderzy, którzy tworzą niepowtarzalne maszyny. Z myślą o entuzjastach firma Delock przygotowała świecące przewody SATA, które pozwolą się wyróżnić.

Nowości w portfolio niemieckiej marki to kable przeznaczone dla dysków SATA 6 Gbps. Tym, co je wyróżnia na tle standardowych przewodów to fakt, że w świetle ultrafioletowym jarzą się, tworząc ciekawą poświatę. Mogą one zatem stanowić ciekawą opcję dla fanów komputerowego tuningu, którzy chcą stworzyć unikalną, wyróżniającą się konstrukcję.

Producent przygotował kable SATA z efektem typu glow w kolorach zielonym i niebieskim. Każda z wersji kolorystycznych będzie dostępna w wariantach o długości od 20 do 70 cm. Świecące pod wpływem UV przewody będą kosztowały od kilku do kilkunastu złotych. W ofertach polskich sklepów pojawią się one w ciągu kilku najbliższych tygodni.

 

Dostępne modele:

Kłopotliwe maluchy – co zrobić ze zużytymi bateriami?

Mała bateria, wielki problem – tak można podsumować aktualną sytuację w kontekście prawidłowej utylizacji zużytych ogniw. Na blisko 300 mln. baterii zużywanych rocznie przez Polaków, mniej niż połowa jest selektywnie zbierana. Jakie są tego konsekwencje? Dlaczego warto to zmienić?

Choć świadomość ekologiczna w Polsce rośnie, dalej mamy sporo do nadrobienia względem krajów tzw. “bogatego zachodu”. Według badań, tylko 58% z nas widzi w tym sens, a jedna trzecia w ogóle tego nie robi. To wszystko sprawia, że nie tylko nieustannie tracimy cenne pierwiastki, których zasoby są ograniczone. Wyrzucając do kosza baterie wraz z resztkami obiadowymi, trujemy także środowisko naturalne, w którym żyjemy.

Jak bardzo? Okazuje się, że niewielka bateria do zegarka lub niepozorny “paluszek” potrafią zatruć metr sześcienny gleby czy skazić 400 litrów wody. Wody, której w Polsce zaczyna brakować i którą coraz chętniej zbieramy budując zbiorniki retencyjne zarówno miejskie, jak i własne, na prywatnych posesjach. Tylko czy ktokolwiek chciałby pić wodę z domieszką metali takich jak: ołów, rtęć, kadm czy lit? Raczej nie.

A takie właśnie pierwiastki lądują w niej wraz z tanimi, poręcznymi, niewielkimi bateriami i trafiają do obiegu. Woda bowiem krąży – nieustannie paruje, a następnie spada w postaci deszczu na nas, nasze auta czy uprawy. Dlaczego warto to zmienić? Listę argumentów dostarczają badania. Łatwo przyswajalny kadm prowadzi do niewydolności wątroby i nerek, wywołuje zmiany nowotworowe, osteoporozę czy anemię.

Rtęć zatruwa organizmy żywe, powoduje też m.in. niewydolność oddechową, deformacje kości czy uszkodzenia układu nerwowego. Ołowica, na którą zmarł m.in. Ludwig van Beethoven, to efekt przedawkowania ołowiu. Choć teraz nie jest on już składnikiem farb, to nadal jego nadmiar prowadzi do chorób nerek, układu pokarmowego, uszkodzeń mózgu czy nadciśnienia tętniczego, które wraz z nowotworami okupuje czołowe lokaty w rankingu najczęstszych przyczyn zgonów w Polsce.

Co możemy zrobić, by lepiej chronić środowisko naturalne i jednocześnie siebie? Na pewno należy przyjąć do wiadomości, że nasza przyszłość zależy od nas i nie powinniśmy cedować odpowiedzialności za nią na innych. Warto już teraz przygotować niewielkie pudełeczko na zużyte baterie, by idąc do marketu, apteki czy na pocztę zabrać je i przekazać do recyklingu. W ten sposób chronimy życie swoje i innych organizmów, a także oszczędzamy zasoby naturalne.